logo

Dj W i Z Dobrej Woli dla Euforia Festivals.

  1. Czy śpiewasz sobie czasami pod nosem: „30 lat minęło jak jeden dzień”? W końcu już od trzech dekad trwa Twoja przygoda z muzyką.
    DJ W: Może właśnie dlatego trwa tak długo, że nie śpiewam, i rzadko używam mikrofonu 😉
  1. Jak opisałbyś początek swojej kariery? Czy jakikolwiek utwór, artysta, lub inny element z zewnątrz miały wpływ na to, że postanowiłeś zostać DJ’em, a następnie producentem?
    DJ W: Rodzice mówią, że od zawsze lubiłem muzykę i że to właśnie po nich odziedziczyłem poczucie rytmu, więc jako pierwsza zadziałała genetyka. Potem była fascynacja rockiem, a następnie elektroniką, głównie Jean-Michel Jarre’m i Kraftwerkiem. O moich inspiracjach mógłbym opowiadać tak długo, że musiałbym chyba napisać książkę, aby wspomnieć o wszystkich 🙂
  1. Końcówka lat 80-tych i początek 90-tych w Polsce były pod wieloma względami, nazwijmy to: osobliwe. Jak z Twojej perspektywy wyglądał rozwój muzyki i społeczności w naszym kraju w czasach transformacji ustrojowej w naszym kraju?
    DJ W: Jeśli były to czasy „osobliwe”, to jak najbardziej w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Królowała wtedy spontaniczność i radość. W teorii, ludzie chodzą na imprezy z dwóch powodów: aby posłuchać muzyki, której nie mają szans usłyszeć nigdzie indziej i aby spotkać się z przyjaciółmi. Za tamtych „starych czasów” rzeczywiście tak było, bo nie było internetu. Cudem i wyrzeczeniami zdobywało się płyty, i to, co się miało w ‚kejsie’, było niejako wizytówką danego DJ’a; tego chciała słuchać wiara, więc pojawiała się na imprezach, na których grałeś. Teraz – w dobie Shazam’a i muzyki „z neta” – każdy może być DJ’em, prawie lub całkowicie za darmo. I w zasadzie – prawie każdy jest… Ale nie to jest główny problem. Dziś możesz mieć imprezę z najlepszymi DJ’ami z całego świata, nie wychodząc z domu. W ten sposób całkowicie zniknął jeden z podstawowych czynników chodzenia do klubów, o których pisałem wcześniej. No i to marudzenie na wszystko. Bo „piwo było za słabe”, bo „zapiekanka za zimna”, bo „ochroniarz niemiły, a szatniarka nie miała wydać”. Ludzie, co z Wami?! Kiedyś sam fakt, że udało się wejść na imprezę, przysparzał tyle radości, że nikomu do głowy nie przychodziło, żeby marudzić. Pamiętam, jak miałem 15-16 lat, kolega, z którym staliśmy razem w kolejce na balety, złamał mi niechcący nos. Krew się leje, twarz spuchnięta. Zgadnijcie co wybrałem: pogotowie czy imprezę?

  1. Czy w tym temacie – myślę o kulturze klubowej – zaszły zmiany, z których jesteś szczególnie zadowolony? Myślę, że to pytanie kieruję we właściwą stronę, zwłaszcza, ze jesteś rezydentem dwóch klubów: LUZZTRO w Warszawie i Queen w Płocku.
    DJ W: Odnoszę wrażenie, że szala na której stoją CHŁAM i MUZYKA, zaczęła się w ostatnich latach przechylać we właściwą stronę. Choć wszechobecny pieniądz nadal będzie kierował rynkiem i gustami, ale zawsze tak było, i zawsze mnie to niesamowicie wqrw…o  😉
  1. Na Twojej stronie internetowej możemy przeczytać motto: „Żeby być dobrym DJ’em, trzeba być dobrym człowiekiem”. Jak rozumiesz te słowa?
    DJ W: Nie ma w tym zdaniu ukrytych znaczeń. Bądź otwarty, uśmiechnięty, nie wywyższaj się, pomagaj. Uważam że to ważniejsze od np. techniki miksowania.
  1. Dla wielu osób jesteś znany głównie jako połowa duetu DUSS. Wraz z Sebastianem, napisaliście, że z produkcją muzyczną jest jak z wiarą w Boga: albo masz to w swoim sercu, albo nie. Pamiętasz moment, w którym wspólnie odkryliście, że pod względem muzycznym Wasze serca biją w tym samym rytmie?
    DJ W: Tak, było to na pierwszej sesji, w naszym pierwszym „studio”, kiedy to powstał numer „Kursk” (wydany pod aliasem Double U and SS w 2008 roku – przyp. red.)
  1. Który moment Waszej dotychczasowej wspólnej drogi uważasz za ten, z którego jesteś najbardziej dumny? Utwór, występ, inny sukces?
    DJ W: Występ DUSS’ów na imprezie COCOON w Londynie, razem ze Svenem Väthem, Jorisem Voornem i Mathew Jonsonem. Sama biba i wszystko, co z nią związane, było po prostu epickie. Oczywiście mile wspominam też wszystkie występy na Sunrise Festival, Sensation White, Mayday… Trochę się tego nazbierało 🙂
  1. Czy w Twoim życiu istnieje coś takiego jak „czas wolny od muzyki”? Jeśli tak, na co go poświęcasz? Czy masz pasję lub zainteresowania, które mogłyby zaskoczyć ludzi nie znających Cię bliżej?
    DJ W: Uwielbiam gotować, szczególnie dla mojej kobiety i trójki dzieci. 
  1. Dla wszystkich, którzy 14 października pojawią się w hali Arena Toruń na Back & Forth 3.0, przygotujesz wyjątkowy „Classics Set”. Czy już teraz możemy spodziewać się konkretnych produkcji z historii techno i house? Czy masz ulubionego klasyka, bez którego nie wyobrażasz sobie swoich występów?
    DJ W: Jedną z takich ulubionych klasycznych melodii jest „Free” od Ultra Nate, ale raczej nie zagram tego utworu w Toruniu, choć nad samym setem na tę imprezę jeszcze się jakoś specjalnie nie zastanawiałem, robię to zwykle na dzień przed imprezą.

Dlatego jeśli są czytelnicy, którzy nie wyobrażają sobie seta Wojtka bez „Free”, niech dadzą nam o tym znać w komentarzach 😉

  1. Na sam koniec: czy możesz zdradzić choćby kilka szczegółów na temat planów związanych z Tobą oraz duetem DUSS na najbliższe miesiące?
    DJ W: W tym roku mieliśmy lekki zastój spowodowany różnymi czynnikami, ale nadrobimy to w 2018. Mamy już daty wydań kilku EP’ek, między innymi kawałków, które zostały bardzo dobrze przyjęte na Electrocity.


Dodany przez

Euforia Festivals

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × five =

0

Your Cart