logo

Euforia Team – Z Dobrej Woli dla Euforia Festivals.

  1. Zacznijmy od wspomnień – pierwsza edycja Euforia Festival odbyła się w 2005 roku. Jak czytamy na Waszej oficjalnej stronie – w momencie powstania „byliście grupą zapaleńców, którzy chcieli spróbować swoich sił w organizacji eventów.”. Kto wpadł na pomysł powstania Euforii i zaraził tą ideą resztę ekipy?
    OnTune: Pomysł wyszedł od właściciela klubu Relaks, jednego z organizatorów Euforia Festival. Była to dość naturalna droga rozwoju. Relaks prosperował wtedy bardzo dobrze i powstał plan, żeby zrobić coś nowego. Okazało się to strzałem w dziesiątkę i trwa nieprzerwanie do dziś. 
  2. Euforia Festival z 2005 roku była uznawana za udaną imprezę, choć nie pozbawioną organizacyjnych potknięć. Porównywanie tamtej edycji do np. zeszłorocznej to na pewno niebo a ziemia (oczywiście, z korzyścią dla kolejnych eventów z tego cyklu). Chciałbym, abyście – w miarę możliwości wymienili osoby, które są z Wami od pierwszego dnia lub bez pracy których nie wyobrażalibyście sobie dzisiejszego wyglądu Euforii.
    OnTune: Pierwsza edycja zupełnie przerosła nasze oczekiwania. Naszym planem było zorganizować imprezę dla zabawy, a w przypadku frekwencji ok. 2000 może nawet wpadłoby kilka groszy – tak myśleliśmy. Jak się okazało, spodziewana frekwencja była kilka razy wyższa, przez co nie mogliśmy odpowiednio przygotować się na taką liczbę osób. Przedsprzedaż była śladowa, a to, co później działo się na bramkach, zszokowało nas. Jeśli chodzi o ekipę z tzw. organizacji – niewiele się zmieniło, wciąż jest to troje osób, czyli moi rodzice i ja. Od pewnego czasu mocno związani z nami są obecni tutaj Michał (DJ Alex) oraz Maciej (Blue Silence). Codziennie wymieniamy wiele pomysłów i spostrzeżeń. Temu wszystkiemu towarzyszy oczywiście wiele głupot, a gdyby kiedyś wypłynęły konwersacje z naszego czatu na FB, to psychiatryk mamy gwarantowany :p. Obok tego, nie sposób wymienić wszystkich tych, którzy pracują w barach, przy logistyce oraz technice. To ważne elementy naszej układanki.

 

  1. Już od pierwszej edycji postawiliście na mocne nazwiska z zagranicy. Zaczęło się od DJ’a Antoine’a i Pedro del Mara, w późniejszych latach w Boszkowie grali m.in.: Dirty South, The Thrillseekers, Kaskade, Alex M.O.R.P.H., Rank 1, Marcus Schossow, Headhunterz, Simon Patterson; wymieniać można by bez końca. Który z tych setów zapadł Wam szczególnie w pamięci? Czy marzycie jeszcze o występie jakiegoś artysty na plaży Euforii?
    OnTune
    : To, co działo się kiedyś w Relaksie, zawsze przekładało się na Euforię. Na początku była to impreza lokalna, ale z czasem bardzo się to zmieniło. Jeśli chodzi o zapamiętanie jakiegoś szczególnego seta, to przyznamy szczerze, nie mamy takiego. W trakcie imprezy, jako organizator, nie masz szans, żeby posłuchać jakiegoś seta nawet w połowie. Poza tym, odbiór seta w samochodzie czy w domowym zaciszu jest trochę inny, niż na żywo. Z mojej perspektywy, na pewno wyróżniały się występy DJ’a Shaha czy Jose Amnesii, ponieważ były inne niż wszystkie, a ja swego czasu byłem mocno ukierunkowany na progressive trance.

 4. W tym roku, Euforia Festivals powraca do swojej tradycji sprzed kilku lat, oferując aż trzy dni muzycznej zabawy. Jak zamierzacie przekonać klubowiczów, aby pojawili się nie tylko na głównej, sobotniej części imprezy?
OnTune: W tym roku gramy 3 dni, a to z uwagi na głosy osób wybierających się do Boszkowa. After Party to stały punkt programu, natomiast piątek to alternatywa dla tych, którzy zamierzają spędzić w Boszkowie cały weekend. Wielu z Was pisze do nas wiadomości na fanpage’u, że chcieliby się spotkać, porozmawiać, wypić małe piwo. I gdy sobota to ciągła pogoń i stres, pozostałe dni będą idealne na spełnienie Waszych próśb. A jeśli chodzi o niedzielę, w tym roku przygotowałem coś specjalnego na ten dzień – set z okazji 15 lat za konsoletą, planuję więc zabrać Was w sentymentalną podróż i wylądować w czasach współczesnych.
5. Przejdźmy teraz do każdego z Was z osobna. Adrian, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką klubową? Kto wciągnął Cię w ten świat, dzięki jakim twórcom i utworom pozostałeś w nim na dłużej?
OnTune: U mnie zaczęło się to dość naturalnie. Jako syn właściciela klubu, już w odpowiednim wieku wybrałem się do Relaksu. Tam tata pokazał mi parę zabawek, m. in. sterowanie oświetlenia. Następny krok to samodzielne ćwiczenia w domu, rozkminianie tematu DJ’ki i tak oto jestem. Do dziś gęba mi się śmieje, gdy wspominam sobie, jak na zupełnie niezwiązanej z naszym światem imprezie, wpadł utwór Gigi D’Agostino – „L’Amour Toujours”. W pamięci zapadł mi również utwór Adamskiego „Killer”, odświeżony później przez ATB. Mam jeszcze kilka innych ulubionych numerów z przeszłości, które przypominają mi o moich najwcześniejszych wspomnieniach związanych z klubowym światem.

6.Wśród materiałów na Twój temat, znalazłem notkę, w której czytamy, że początkowo wiązałeś swoją przyszłość z muzyką house, jednak Twoje ukierunkowanie muzyczne zmieniły dwa wydarzenia. Jednym z nich był Twój występ u boku Tiesto. Jak wspominasz tamtą imprezę z perspektywy czasu i jak oceniasz jego decyzję o odejściu od charakterystycznych dla siebie rytmów, którą podjął niemal dekadę temu?
OnTune: Jako rezydent klubu, który był bardzo house’owy, dopiero w późniejszym czasie zacząłem poznawać inny trance, ten mniej mainstream’owy. Oprócz zagrania u boku Tiesto, duży wpływ miał na mnie Armin, a szczególnie jego kompilacja Universal Religion. Do dziś lubię zarzucić sobie utwór „Wave Force” od Perry’ego O’Neila. Jeśli chodzi o transformację, jaką przeszedł Tiesto, wiele o tym myślałem. Na początku byłem bardzo zdziwiony, że DJ o takiej pozycji, zmienia styl, według wielu dlatego, żeby móc grać na największych festiwalach świata. Zawsze jestem daleki od skrajnego krytykowania producentów, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ze zmianą stylu wiąże się splendor, jaki bez wątpienia zyskał Tiesto. No i oczywiście korzyści finansowe. Tiesto się rozwija i nie boi się eksperymentować. Nie ukrywam, że wolałem jego starszą twórczość, ale wciąż szanuję go za to, czego dokonał i wątpię, żeby to uległo zmianie.

7.Niedawno wystąpiłeś na Friends Meetings Night podczas Dni Ostrowca 2017 dla zaprzyjaźnionej grupy eventowej Trance Meeting Events, której założycielem jest TreyVinter (Euforia Festivals była partnerem tego wydarzenia – przyp.red.). Czy uważasz, że już teraz polskie miasta i ich mieszkańcy są przygotowani na współpracę z DJ’ami oraz na podobne imprezy w ramach świąt miejskich, itp.?
OnTune
: Friends Meeting Night to było naprawdę dobrze zorganizowane wydarzenie. Miejsce ma klimat. Niestety pogoda trochę pokrzyżowała plany organizatorów, ale kiedy usłyszałem, że są grupy ludzi, którzy przejechali po pół tysiąca kilometrów, to zwariowałem. To jest tylko przykład na to, że warto organizować dni miast odbiegające od utartych schematów.

8.Michał (Alex), przejdźmy może do Twoich początków z muzyką klubową? Czyja twórczość przyciągnęła Cię do niej i zainspirowała do rozpoczęcia kariery DJ’a i producenta?
DJ Alex: Moje początki sięgają zamierzchłych czasów, gdy w muzyce nie było jeszcze podziałów na muzykę klubową taką czy inną. Na samym początku, zanim jeszcze zacząłem stawiać pierwsze kroki po tej „właściwej” drugiej stronie nagłośnienia, inspirowała mnie twórczość Madonny, Pet Shop Boys czy polskiej Republiki. Byłem wtedy na etapie katowania płyt winylowych moich rodziców (gramofon Diora z napędem paskowym, bez możliwości scratchowania). Później w szeregu artystów stanęli: Dr Alban, Haddaway, DJ Bobo, ale to były już zupełnie inne czasy. Wielkim przełomem w muzyce były dla mnie produkcje U96 („Das Boot”), Felixa („Don’t You Want Me”) czy Technotronic („Pump Up The Jam”). Wtedy już stawiałem pierwsze kroki i zastanawiałem się nad pseudonimem artystycznym. Tutaj zdecydowanie odniosłem się do – wówczas ulubionego ponad wszystko – U96 i Alexa Jörga Christensena. Według mnie, jego utwory wybiegały mocno ponad ówczesne standardy muzyki tanecznej – były swego rodzaju nowum. Produkcja to już zupełnie inna historia.

9.Wraz z Adamem Kancerskim, jesteś współzałożycielem wytwórni Sosei Records, należącej do Infrasonic Recordings, zrzeszonego od początku bieżącego roku w Black Hole Recordings. Jak wyglądały kulisy rozpoczęcia tego etapu Twojej działalności? Czy nazwa wytwórni jest świadomym hołdem dla utworu „Sosei” duetu Airscape (wówczas Johana Gielena i Svena Maesa – przyp. red.)?
DJ Alex: Zdecydowanie, Sosei Records nawiązuje do nagrania „Sosei”. Zastanawiałem się nad nazwą firmy; szukałem czegoś unikalnego, niepowtarzalnego; czegoś, czego znaczenia każdy musiałby się domyślać. Tym sposobem powstało Sosei Managment i Sosei Records. Jedyną osobą, która przyszła mi na myśl w kwestii prowadzenia wytwórni był i jest Adam Kancerski. Misją labelu było przede wszystkim poszukiwanie rodzimych talentów, udoskonalanie ich produkcji i prezentowanie ich światu.
Na chwilę obecną, naszym ostatnim wydawnictwem jest „Into The Night” Szymona Zielińskiego, czyli Lex Dave’a, wraz z wokalem Karla van Burkleo. To wielki zaszczyt mieć ich w swoich szeregach. W następnych tygodniach planujemy wydanie nagrania chłopaków z Rzeszowa, czyli M.D.M.A. i Belezze. Będzie ciekawie.

10.Przejdę teraz do Blue Silence. Maćku, początkowo Twój projekt był duetem, tworzonym z Twoim bratem, Jackiem. Takich inicjatyw było już w świecie muzyki klubowej kilka – np. bracia Kalkbrennerowie, Moonbeam, bracia Jonas i Simon Steurowie, itd. Jak to jest pracować nad muzyką z osobą, w której żyłach płynie ta sama krew, którą znasz praktycznie od zawsze?
Blue Silence: Nie wiem, czy ktoś to pamięta, ale na samym początku byłem członkiem czteroosobowego projektu pod nazwą Second Mind, który odnosił w pewnym czasie całkiem niezłe sukcesy. Czterech kumpli postanowiło robić muzykę oraz grywać na imprezach i eventach – no i udało się. Czas pokazał, że nie było szans, aby ta działalność przetrwała na dłuższą metę i projekt się rozpadł, w wyniku czego powstał Blue Silence. Stwierdziłem, że tym razem postawię na współpracę z bratem. I to był strzał w dziesiątkę, bo mamy te same gusta muzyczne, a także ten sam poziom umiejętności produkcyjnych i determinacji. Ustaliliśmy między sobą szczegóły, pomysł na projekt, postawiliśmy pierwsze cele i zaczęliśmy działać przy produkcji trance’u. Powiem szczerze, że z tygodnia na tydzień robiliśmy coraz lepsze bassline’y, coraz lepsze melodie i dźwięki. Nieraz zarywaliśmy nocki, by ostatecznie wyrzucić projekt do kosza (:D), ale strasznie nas to jarało. Pamiętam jacy chodziliśmy szczęśliwi po wydaniu pierwszego kawałka (po czasie – śmiało stwierdzamy, że mega słabego kawałka ;)), ale to są chwile, których nigdy nie zapomnimy. Co ciekawe, podobny stan „podjarania” poczułem przy niedawno wydanym hymnie Tranceformations, który stworzyłem z onTune’m. Wracając do tematu, to wiesz… jest to mega uczucie, gdy jedyne, co ci przeszkadza przy produkcji, to brak czasu, bo z drugą osobą rozumiesz się bez słów. Słyszysz z jego ust dźwięk typu, „tymtyrym rym” i doskonale wiesz, co z tym zrobić, co chcecie osiągnąć. Życzę każdemu takiej współpracy. Co ciekawe, mamy z bratem kilka nieskończonych „petard” i niebawem planujemy do nich powrócić.

11.W tym miejscu, chciałbym złożyć moje gratulacje z okazji niedawnych narodzin córki. Czy w praktyce, tak jak w teorii – świat człowieka zmienia się po takim wydarzeniu o 180 stopni? Jak chciałbyś wychować swoje dziecko w dzisiejszej rzeczywistości?
Blue Silence: Ooo, wielkie dzięki. Wiesz, powiem szczerze, że byłem przerażony narodzinami córki. Bałem się, że: po pierwsze – nie poradzę sobie w tak ważnej roli w życiu, po drugie – właśnie tego, o czym mówisz, że życie przewróci się do góry nogami. Moja córka ma teraz ponad 4 tygodnie i wiem, że niepotrzebnie się tego wszystkiego bałem. Dajemy z żoną radę w 100%, a Mała jest słodka. Ale nie myśl, że to sielanka – co to, to nie, zyskałem kilka obowiązków. Ale też nie ma problemu, by wyjść do znajomych, pojechać na kolację czy przygotować się do grania. Dobra organizacja, trochę pomocy rodziny i dziecko to sama radość – na razie (:D). A co do wychowania, to dzisiejsze czasy są tak chore, że na razie jestem tym przerażony. Czasy, w których 8-latek ma smartfona, a dwa lata później quada, to dla mnie jakaś abstrakcja. Rozumiem, taka kolej rzeczy, wiem z czego to wynika, ale to nadal absurd.
No nic, będę musiał Córkę jakoś przed tym ochronić. Na pewno będę starał się wychować ją na dobrego, uczynnego, honorowego Polaka. Spróbuje ją także zaciekawić trance’m, ale nie będę jej do niczego zmuszać, bo wiem, że wtedy przyniesie to odwrotny skutek. A, no i nie mogę się już doczekać na wspólne seanse przy Dragon Ball (wiem, wiem, jak wyżej :D)

12.Dziś jesteś bez Jacka, więc odpowiadasz za dwóch (a może i za trzech :D). Dlatego również Ciebie chciałbym zapytać o Twoje pierwsze doświadczenia z muzyką klubową.
Blue Silence: Wiesz co, tutaj zazwyczaj każdy ma jakąś motywującą historie pełną uczuć, bla bla bla (:D) Ja takiej nie mam, bo tak naprawdę nie pamiętam, jak to się stało, że słucham muzyki klubowej. Wychowywałem się na osiedlu, na którym co sobotę zbierały się ekipy do Manieczek i od dzieciaka słyszałem tylko „rąbankę”. Czy to z wypasionych aut, czyli „maluchów” (:D), czy też z okien mieszkań. I tak już zostało do dziś. Powiem Ci, że do teraz lubię posłuchać setów z czasów świetności Ekwadoru. Wiesz, kiedyś jarałem się „Explosion” (Kalwi & Remi – przyp. red) odpalonym na boomboxie przed blokiem, później „Soseiem” i „Rivą”, a teraz Aly & Fila i Above & Beyond… no i Despacito 😀 Ale odkąd pamiętam, tylko taka muzyka była mi bliska. Jestem przez to upośledzony muzycznie, ale czy to źle? Pewnie tak, ale mi to nie przeszkadza.

13.Mam jeszcze pytanie dla Was wszystkich. W ostatnich miesiącach przeżywamy powrót do setów z winyli. Zjawiska, które było skazywane na zapomnienie, a dziś przeżywa swoją drugą młodość. Dlaczego? Jak często grywacie takie sety? Czy i – jeśli tak – ile macie winyli w swojej kolekcji i który jest Waszym największym powodem do dumy?
onTune: Ja w swojej kolekcji mam ok. 200 płyt i ta liczba wciąż rośnie. Jeśli chodzi o najważniejsze w kolekcji, to pewnie będą to te z podpisami Markusa Schulza, Ferry’ego Corstena, Paula van Dyka czy limitowana edycja albumu „Just Be” podpisana przez Tiesto. Ja nigdy nie zapomniałem o winylach. A jeśli chodzi o pojawiające się sety z placków, dla DJ’a jest to na pewno frajda zagrać z gramofonów. Kiedyś była to norma, dziś – fajna odskocznia.
DJ Alex: Czarna płyta ma swoistą magię. Ciężko to opisać słowami. To się czuje podczas grania na żywo, w momencie, gdy tak naprawdę nie ma miejsca na błędy. Tutaj nie ma klawisza „CUE”, po naciśnięciu którego wracasz we właściwe miejsce w nagraniu. Tutaj, jeżeli ręka DJ’a zadrży, igła zazwyczaj przeskoczy i cały misterny plan bierze w łeb, przejście staje się porażką. Będąc rezydentem w Protector Głogów, przed otwarciem klubu zaprojektowałem konsoletę stricte pod granie z winyli. Była wymurowana od początku do końca, postawiona na swoich odrębnych fundamentach oraz była zbrojona tak, aby nie przenosiła wibracji. Przy 16 basach Pol Audio było to kluczowe. Wysokość blatu od parkietu również była przemyślana w taki sposób, aby podczas zabawy, klubowicze widzieli, co się dzieje z dłonią DJ’a podczas miksowania czy scratchowania. Jednym słowem – magia.  Odnośnie częstotliwości grania tego rodzaju setów – zdarzają się one kilka razy w roku, ponieważ nie zawsze i wszędzie da się je zorganizować, ze względu na brak przystosowania konsolet (wibracje, brak miejsca, itd.). W kwestii ilości płyt – po 5 tysiącach przestałem liczyć, aby się nie denerwować. Na chwilę obecną, za moją kolekcję życia uważam doskonały basstrap w domowym studio. Najcenniejszy jest chyba „On A Housetrip” od Full House z remiksem Kosmonovy.
Blue Silence: Bo to, co vintage, jest modne (:D) A tak serio – myślę, że ludzie już się przejadali tą całą technologią, sync’iem, itp. Są bardziej świadomi, że – jakby nie patrzeć – winyle dają wyznacznik DJ’skich umiejętności. No i ten dźwięk kładzionej na winylu igły… jest cudowny. Ja osobiście nie grywam z winyli, bo lubię kilkunastofrazowe przejścia między kawałkami, loopy, itp. Ale bardzo szanuję ludzi, którzy cały czas korzystają z placków. Co do mojej kolekcji, to z kilkunastu płyt zostawiłem sobie jedną: Marco V – „Red Blue Purple”. A dlaczego? Bo to pierwszy kawałek, jaki usłyszałem na dużym evencie.

14.Na koniec chciałbym zapytać Was o plany na najbliższą przyszłość, nie tylko te związane z Euforią (w tym imprezami Back & Forth 3.0 czy Transformations 2018).

 onTune: Najpoważniejsze plany dla mnie to wciąż organizacja eventów. To zajmuje mi dosłownie cały rok, bo nie ma dnia, żebym nie załatwiał jakiejś sprawy związanej z Euforią. Od pewnego czasu bardziej na poważnie zająłem się produkcją i temu poświęcam się w wolnym czasie, głównie nocami.
DJ Alex i Blue Silence: Więcej czasu w studio nad własnymi produkcjami :).

Dodany przez

Euforia Festivals

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 + 19 =

0

Your Cart